zbierski piotr - Żebrak
Niecierpliwe to oddechy,
spocone od troski oczy
Ile to robali wypluwasz codziennie
w niskich, krzykliwych tonach?
Ile siły władza wymuszona przykrywa
co wschód, by jeszcze raz cudem uciec szaleństwu?
Szaleńcem ten, który zważy się mówić dostatniej
Heretykiem artysta, męczennik za wiarę
Rozpacz zamieniasz na pyszność
Poruszenie sprzedałeś za klapki,
takie jak u konia
Brzytwą czas zadrwił
formie zarysował istotę
Przed twoim trybunałem stoję
I przedkładam obronę w słowach szaleńca
Bardziej jednak by tusz wypisać, bo nie zwyciężyć
Gdyż werdykt zapadł w szwach narodzenia
spocone od troski oczy
Ile to robali wypluwasz codziennie
w niskich, krzykliwych tonach?
Ile siły władza wymuszona przykrywa
co wschód, by jeszcze raz cudem uciec szaleństwu?
Szaleńcem ten, który zważy się mówić dostatniej
Heretykiem artysta, męczennik za wiarę
Rozpacz zamieniasz na pyszność
Poruszenie sprzedałeś za klapki,
takie jak u konia
Brzytwą czas zadrwił
formie zarysował istotę
Przed twoim trybunałem stoję
I przedkładam obronę w słowach szaleńca
Bardziej jednak by tusz wypisać, bo nie zwyciężyć
Gdyż werdykt zapadł w szwach narodzenia
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
żebrak, rodzina, krzyk, przeznacznie
żebrak, rodzina, krzyk, przeznacznie