Markowski Krzysztof - wieczór andrzejkowy
znowu przeszło obok mnie
chwiejnie nie swoje nie moje
cudze szczęście
ze wzrokiem wbitym w lampę
kamienna twarz kryła uśmiech
ironiczny gdy jej wzrok
oderwał od płomienie i
w moją stronę rzucił śmiech
i to było nawet zabawne zdarzenie
bo pocałowałem ziemię
całkiem niechcący upadając
po ciosie
tego osiłka co z nią był
a to burak pomyślałem
ocierając twarz z krwi i błota
i to już nie było śmieszne
gdy kamień utkwił na jego ramieniu
tam gdzie ona miała głowę przedtem
i znowu pocałowałem niechcący ziemię
krew z nosa prysnęła strumieniem
i ciepło mi było i drżałem
nim usnąłem nim umarłem ...
1 XII 2002
chwiejnie nie swoje nie moje
cudze szczęście
ze wzrokiem wbitym w lampę
kamienna twarz kryła uśmiech
ironiczny gdy jej wzrok
oderwał od płomienie i
w moją stronę rzucił śmiech
i to było nawet zabawne zdarzenie
bo pocałowałem ziemię
całkiem niechcący upadając
po ciosie
tego osiłka co z nią był
a to burak pomyślałem
ocierając twarz z krwi i błota
i to już nie było śmieszne
gdy kamień utkwił na jego ramieniu
tam gdzie ona miała głowę przedtem
i znowu pocałowałem niechcący ziemię
krew z nosa prysnęła strumieniem
i ciepło mi było i drżałem
nim usnąłem nim umarłem ...
1 XII 2002
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
odrzucenie, samotność
odrzucenie, samotność