Łukasik Karina - W buntowniczym świetle dnia
Codziennie nad ranem w fotelu siadam,
Wypijam zioła, ręce składam.
Myśli porozrzucane, w śnie pogrążone
Tak tesknie w pośpiechu,
W pośpiechu w chińskim murze przybywa cegieł .
I patrzę w dal i patrzę w przód
A dookoła góry szczyt
Na szczycie wzniośle stoi bóg
Nie boję się, spojrzę mu w oczy.
Gdy świtu dłoń otula zmęczone nocą ciało
A głowa pełna kruchych słów
Zapytaj duszę czy jest szczęśliwa
I czy dobrze jej gdy budzi się znów.
I patrzę w dal i patrzę w przód
A dookoła góry szczyt
Na szczycie wzniośle stoi bóg
Nie boję się, spojrzę mu w oczy.
Wypijam zioła, ręce składam.
Myśli porozrzucane, w śnie pogrążone
Tak tesknie w pośpiechu,
W pośpiechu w chińskim murze przybywa cegieł .
I patrzę w dal i patrzę w przód
A dookoła góry szczyt
Na szczycie wzniośle stoi bóg
Nie boję się, spojrzę mu w oczy.
Gdy świtu dłoń otula zmęczone nocą ciało
A głowa pełna kruchych słów
Zapytaj duszę czy jest szczęśliwa
I czy dobrze jej gdy budzi się znów.
I patrzę w dal i patrzę w przód
A dookoła góry szczyt
Na szczycie wzniośle stoi bóg
Nie boję się, spojrzę mu w oczy.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
bóg, człowiek
bóg, człowiek