Ciechowicz Piotr - Ty na schodach
nie mówiłem nic głośno
a właściwie nawet milczałem
patrząc na ciebie z okna
mojego małego pokoju
- głowy obolałej.
nie chciałem psuć chwili
uniesienia
gdy wzbijałem się ponad życie
które już wtedy mnie bolało
i czułem dziwne zapewnienie
że gdy tak szybuję
nic złego mnie nie czeka.
nawet ponownie ty nie byłabyś
taka zła w skutkach.
siedziałem na biurku
w pozycji wskazującej
pozornie na myślenie
bujając prawą nogą a lewą
opierając na kaloryferze.
słuchałem twoich cichych myśli
prawdziwych sonetów.
brązowo-zielone oczy
w oddali po zimnej północy
wodziły. wtedy
pękła szyba od odbicia
i teraz poczułem wiatr
w uchu i raz nawet
słyszałem delikatny szept
twojego języka.
a właściwie nawet milczałem
patrząc na ciebie z okna
mojego małego pokoju
- głowy obolałej.
nie chciałem psuć chwili
uniesienia
gdy wzbijałem się ponad życie
które już wtedy mnie bolało
i czułem dziwne zapewnienie
że gdy tak szybuję
nic złego mnie nie czeka.
nawet ponownie ty nie byłabyś
taka zła w skutkach.
siedziałem na biurku
w pozycji wskazującej
pozornie na myślenie
bujając prawą nogą a lewą
opierając na kaloryferze.
słuchałem twoich cichych myśli
prawdziwych sonetów.
brązowo-zielone oczy
w oddali po zimnej północy
wodziły. wtedy
pękła szyba od odbicia
i teraz poczułem wiatr
w uchu i raz nawet
słyszałem delikatny szept
twojego języka.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
współczesność symbol życie klęska schody
współczesność symbol życie klęska schody