Marcińczak Łukasz - Ta jesień
Ta jesień była jak nigdy deszczowa
Podobna do ciebie, gdy cię ujrzałem
W parku, na drugiej uliczce
Biegłaś z parasolem, nie zważając na kałuże
Wtedy się zatrzymałem
Sądziłem że ty także przystaniesz
Lecz zaraz zrozumiałem że to przecież "ja"
Czego oczekuje i czego żądam?
To niemożliwe - umysł kara moje serce
Nagle stoisz i powoli odwracasz się do mnie
Strach kazał mi odwrócić się
Umysł skończyć bawić się z sercem
A serce - odejść
Podobna do ciebie, gdy cię ujrzałem
W parku, na drugiej uliczce
Biegłaś z parasolem, nie zważając na kałuże
Wtedy się zatrzymałem
Sądziłem że ty także przystaniesz
Lecz zaraz zrozumiałem że to przecież "ja"
Czego oczekuje i czego żądam?
To niemożliwe - umysł kara moje serce
Nagle stoisz i powoli odwracasz się do mnie
Strach kazał mi odwrócić się
Umysł skończyć bawić się z sercem
A serce - odejść
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
Obawy
Obawy
Pozostałe wiersze autora:
Księżycowe dziecko
patrzę na ciebie tato
Przebudzenie kobiety z wnętrzem
rozgrzane spojrzenie
Ta jesień
Księżycowe dziecko
patrzę na ciebie tato
Przebudzenie kobiety z wnętrzem
rozgrzane spojrzenie
Ta jesień