Dybski Przemysław - Surrealistyczne gdybania przy zachodzie słońca
Surrealistyczne gdybania przy zachodzie słońca
Czymże letni dzień byłby?
bez zachodu słońca,
które jest symbolem końca
dnia, który ciągle żyłby,
gdyby nigdy się nie kryło
za widnokręgiem szerokim,
rażąc nas promieniem głębokim-
co by wtedy było?
gdyby bez zachodu słońca,
chłopiec i dziewczę romantycznie stali
na plaży za ręce się trzymali
kurczowo w objęciach bez końca,
który nigdy by nie nastał,
gdyby umknął słońca zachód
gdzieś, powodując miłosny zawód-
nikt by w pocałunku ich nie zastał;
a gdybyśmy zmęczeni szli spać?
pod wieczór w południowym świetle
bez poranku bylibyśmy jak w piekle
i zaraz bez chwili snu musielibyśmy wstać.(b.i.)
Czymże letni dzień byłby?
bez zachodu słońca,
które jest symbolem końca
dnia, który ciągle żyłby,
gdyby nigdy się nie kryło
za widnokręgiem szerokim,
rażąc nas promieniem głębokim-
co by wtedy było?
gdyby bez zachodu słońca,
chłopiec i dziewczę romantycznie stali
na plaży za ręce się trzymali
kurczowo w objęciach bez końca,
który nigdy by nie nastał,
gdyby umknął słońca zachód
gdzieś, powodując miłosny zawód-
nikt by w pocałunku ich nie zastał;
a gdybyśmy zmęczeni szli spać?
pod wieczór w południowym świetle
bez poranku bylibyśmy jak w piekle
i zaraz bez chwili snu musielibyśmy wstać.(b.i.)
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
b. i., dybski, surrealistyczne, gdybania, przy, zachodzie, słońca
b. i., dybski, surrealistyczne, gdybania, przy, zachodzie, słońca
Pozostałe wiersze autora:
bezimienny wiersz
Kałuża łez
Ludzie
Mój Anioł
Pytania?- życiowe...
Surrealistyczne gdybania przy zachodzie słońca
bezimienny wiersz
Kałuża łez
Ludzie
Mój Anioł
Pytania?- życiowe...
Surrealistyczne gdybania przy zachodzie słońca