Hemmerling Dawid - słona woda
przechodząc obok Marsjasza
sosny krwią przystrojonej
w skórzanym płaszczu
wnętrzności
zamieram w jego krzyku...
,,wielkieś mi uczyniła pustki ""
w nich skala drzemie ogromna
truchleją łzy nad trumienką
i głos zawieszony ze wzrokiem...
ja patrzeć nie mogę...
życie którym wiatr powiewa
ponad wszelkie marności
wśród pyłów stęchlizn
odchodzi w niepamięć
drażniąc moje nozdrza...
niewolnicy ciemności
toczący łzy słone
po niszach od kuli
krople po mojej twarzy
ręki podać nie mogę...
nawet czym bliższe serca
za nieprzeniknioną kurtyną
Lete ich bierze za rękę
prowadząc poza horyzont
a ja ich bólu nie potrafię minąć...
sosny krwią przystrojonej
w skórzanym płaszczu
wnętrzności
zamieram w jego krzyku...
,,wielkieś mi uczyniła pustki ""
w nich skala drzemie ogromna
truchleją łzy nad trumienką
i głos zawieszony ze wzrokiem...
ja patrzeć nie mogę...
życie którym wiatr powiewa
ponad wszelkie marności
wśród pyłów stęchlizn
odchodzi w niepamięć
drażniąc moje nozdrza...
niewolnicy ciemności
toczący łzy słone
po niszach od kuli
krople po mojej twarzy
ręki podać nie mogę...
nawet czym bliższe serca
za nieprzeniknioną kurtyną
Lete ich bierze za rękę
prowadząc poza horyzont
a ja ich bólu nie potrafię minąć...
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
Pozostałe wiersze autora:
antysemityzm
coś się kończy, a może zaczyna
dualizm szczęścia
dziewiąte błogosławieństwo
leśna nimfa
nadzieja
poetyka
ptaki
rtęć
samotność
samotność
skarb
słona woda
spadam
spojrzenie
teatr marzeń
testament
tęsknota
wena
wiatraki
więc czekam...
winogrona
wsiadając do łodzi
wsiadając do łodzi
złoty Villon
antysemityzm
coś się kończy, a może zaczyna
dualizm szczęścia
dziewiąte błogosławieństwo
leśna nimfa
nadzieja
poetyka
ptaki
rtęć
samotność
samotność
skarb
słona woda
spadam
spojrzenie
teatr marzeń
testament
tęsknota
wena
wiatraki
więc czekam...
winogrona
wsiadając do łodzi
wsiadając do łodzi
złoty Villon