Żyburtowicz Dominik - Ocalenie
Ocalenie
Widziałem cień Hadesa przemykającego
pomiędzy drzewami, bo byłem pchłą siedzącą
na skórzanym fotelu jednego z jego butów.
Mimo to myśli, pod letniej nocy urokiem schowane,
uśmiechały się. Instrumentalny wiatr popychał żagle
wskazówki bezczelnej prędkości. Oślepiający hałas
przemawiał mnóstwem języków. Dzicy ludzie zamilkli,
orkiestra dalej grała.Zatrzymały się ulotne chwile,
a obrócone w popiół sekundy, przegoniło trzęsienie.
Bałem się wyroku zbyt wielu stopni. Bałem się wyroku
wstrząsu na dzikich ludziach.Hadesowy cień został przepędzony,
przez odwieczny śpiew chrześcijańskiego chóru wiszącego
nad lusterkiem. A maski dzikich ludzi ocalały tym razem.
Pękają drzewa, wraz z nimi pękają czaszki, a pijane skorupy z radości nie wiedzą, gdzie spadać mają. Do rana bez łaski, duchy ognia wyparowują. A na łożach leżą zerwane kwiaty. Dopóki niebo jest młode w tym współczesnym czasie opróżnionych woreczków. I nie ma czego żałować, tylko zostawiać ile da się, obok zapachu zimnej ziemi .Wyrwane serce wcześniacze, płonące łzami młodej krwi głupca, rzucone zostało na drogę wdzięczności .
Po krótkiej rozmowie, gdy rosa pocichu widoczną się staje. Na górze jasnej Jasna Matka bosa, stąpa. A stąpanie usłyszeć się daję, w każdej kolejnej chwili twojego daru.
Widziałem cień Hadesa przemykającego
pomiędzy drzewami, bo byłem pchłą siedzącą
na skórzanym fotelu jednego z jego butów.
Mimo to myśli, pod letniej nocy urokiem schowane,
uśmiechały się. Instrumentalny wiatr popychał żagle
wskazówki bezczelnej prędkości. Oślepiający hałas
przemawiał mnóstwem języków. Dzicy ludzie zamilkli,
orkiestra dalej grała.Zatrzymały się ulotne chwile,
a obrócone w popiół sekundy, przegoniło trzęsienie.
Bałem się wyroku zbyt wielu stopni. Bałem się wyroku
wstrząsu na dzikich ludziach.Hadesowy cień został przepędzony,
przez odwieczny śpiew chrześcijańskiego chóru wiszącego
nad lusterkiem. A maski dzikich ludzi ocalały tym razem.
Pękają drzewa, wraz z nimi pękają czaszki, a pijane skorupy z radości nie wiedzą, gdzie spadać mają. Do rana bez łaski, duchy ognia wyparowują. A na łożach leżą zerwane kwiaty. Dopóki niebo jest młode w tym współczesnym czasie opróżnionych woreczków. I nie ma czego żałować, tylko zostawiać ile da się, obok zapachu zimnej ziemi .Wyrwane serce wcześniacze, płonące łzami młodej krwi głupca, rzucone zostało na drogę wdzięczności .
Po krótkiej rozmowie, gdy rosa pocichu widoczną się staje. Na górze jasnej Jasna Matka bosa, stąpa. A stąpanie usłyszeć się daję, w każdej kolejnej chwili twojego daru.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
Przeżycie wypadku samochodowego i wdzięczność za to Matce Boskiej
Przeżycie wypadku samochodowego i wdzięczność za to Matce Boskiej