grześlak marcin - jest to sposób...
Jest to sposób.
Jakaś tam chęć mówienia,
Czegoś komuś przekazania.
Wszystko zależy od tego
Czy ktoś potrafi słuchać,
Czy potrafi trafnie odczytać
Słowa sznurem zapisane
W strofy, wiersze, zwrotki.
Człowiek patrzy, wzrokiem połyka.
Pragnie się tym podzielić.
Nie chce być tak łapczywie samolubny.
Przecież Bóg kazał się dzielić.
My taż chcemy czsem coś ofiarować,
Poczuć w sobie kasztę miłosierdzia.
Przestać dusić słowa.
Wylać je ziarnko po ziarnku.
Rozdzielić kropelki wielkości maku
Pomiędzy kamień, drogę, żyzne pole.
Żyzną ziemię odkryć
Wśród miałkiego pustynnego piasku.
Pył - synanim ludzkości.
Niechcący wymyślić coś:
Neologizm, wrócić światu archaizm,
Przypomnieć o czym zapomniano,
Pokazać, czego widzieć niechciano.
Oczy za powiekami skrywane otworzyć
I przez jeden krótki moment stać się prorokiem.
Być człowiekiem w czlowieczym znaczeniu.
Innym, trochę lepszym, ciut gorszym.
Dla nas mówienie o tym wszystkim,
To cholernie trudna profesja.
- Przepraszam za wyrażenie.
Subiektywne przestrzeganie czasu i nieczasu,
Skrobanie o prawdzie i nieprawdzie.
Odmydlanie umysłów
I wywalanie z serca tego, co je zagraca.
Skowyt, jęk czy beztroska euforia.
Poczucie lekkości bez kolejnego ciężaru.
Marzenie
Po kolejnym rozlewaniu atramentu.
Nawet można zdziwacznieć,
Zatracić się we własnej głowie,
Chociaż podobno nigdy nie byłem normalny.
Łatwo utracić ścieźkę w kednym umyśle,
Co dopiero gdy jest ich miliony.
Wtedy zwykły dotąd ołówek
Staje się psychoterapią.
Maszyną do rozładowywania bagaży napięć.
Nagromadzone produkty reakcji czasu
Neutralizuje tylko kojący grafit
Na tafli węglopochodnego papieru.
Jakaś tam chęć mówienia,
Czegoś komuś przekazania.
Wszystko zależy od tego
Czy ktoś potrafi słuchać,
Czy potrafi trafnie odczytać
Słowa sznurem zapisane
W strofy, wiersze, zwrotki.
Człowiek patrzy, wzrokiem połyka.
Pragnie się tym podzielić.
Nie chce być tak łapczywie samolubny.
Przecież Bóg kazał się dzielić.
My taż chcemy czsem coś ofiarować,
Poczuć w sobie kasztę miłosierdzia.
Przestać dusić słowa.
Wylać je ziarnko po ziarnku.
Rozdzielić kropelki wielkości maku
Pomiędzy kamień, drogę, żyzne pole.
Żyzną ziemię odkryć
Wśród miałkiego pustynnego piasku.
Pył - synanim ludzkości.
Niechcący wymyślić coś:
Neologizm, wrócić światu archaizm,
Przypomnieć o czym zapomniano,
Pokazać, czego widzieć niechciano.
Oczy za powiekami skrywane otworzyć
I przez jeden krótki moment stać się prorokiem.
Być człowiekiem w czlowieczym znaczeniu.
Innym, trochę lepszym, ciut gorszym.
Dla nas mówienie o tym wszystkim,
To cholernie trudna profesja.
- Przepraszam za wyrażenie.
Subiektywne przestrzeganie czasu i nieczasu,
Skrobanie o prawdzie i nieprawdzie.
Odmydlanie umysłów
I wywalanie z serca tego, co je zagraca.
Skowyt, jęk czy beztroska euforia.
Poczucie lekkości bez kolejnego ciężaru.
Marzenie
Po kolejnym rozlewaniu atramentu.
Nawet można zdziwacznieć,
Zatracić się we własnej głowie,
Chociaż podobno nigdy nie byłem normalny.
Łatwo utracić ścieźkę w kednym umyśle,
Co dopiero gdy jest ich miliony.
Wtedy zwykły dotąd ołówek
Staje się psychoterapią.
Maszyną do rozładowywania bagaży napięć.
Nagromadzone produkty reakcji czasu
Neutralizuje tylko kojący grafit
Na tafli węglopochodnego papieru.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
miłość
miłość
Pozostałe wiersze autora:
?...
A jak rozpłaczą się wszystkie...
bezszelestnie rozkwitający kwiat...
Biała twarz na nocnym niebie...
Biała twarz na nocnym niebie...
cerdendo viedes...
Chwila, ułamek bezmiaru czasu...
Ciągle gwałcąc swoje skronie...
ciemność
Cienia biała barwa...
Co dzień...
cokolwiek powiedziałem...
cośmy zrobili z tym światem...
czas oczekiwania...
Często sobie zadaję pytania...
Dawno albo niedawno...
dlaczego ja...
do krtani mej bezmiaru...
duch orła melodii...
dzięki za wszystko ...
dziś dzień...
gdy ciemno i jasno
gdzie wszystkie drogi się łączą...
głowo łaknąca pamięci...
H2O...
i nic więcej...
i wchodząc...
ja wiem...
jest taki dzień...
jest to sposób...
jestem głpi...
Jestem wszędzie
Jestem wszędzie...
jesteś jak...
każdy potrzebuje...
kiedy dekadencja...
kiedy jestem tu sam...
kiedy patrzą...
kogo trzeba uprosić...
kończą się ostatnie chwile...
listek
łatwo zapomnieć o czystości
może jestem zbyt śmiały...
myśl o tej chwili
myśli niesforne
na kolana opadam..
niebo kroplą rzęsistą płacze..
pamiętam jak niegdyś..
piasek w nogi parzy..
piszę wiersz o Tobie..
poetą...
Są chwile
wazówny królestwo
Wiatr łamie nieba sekcje szare
żal za grzechy
?...
A jak rozpłaczą się wszystkie...
bezszelestnie rozkwitający kwiat...
Biała twarz na nocnym niebie...
Biała twarz na nocnym niebie...
cerdendo viedes...
Chwila, ułamek bezmiaru czasu...
Ciągle gwałcąc swoje skronie...
ciemność
Cienia biała barwa...
Co dzień...
cokolwiek powiedziałem...
cośmy zrobili z tym światem...
czas oczekiwania...
Często sobie zadaję pytania...
Dawno albo niedawno...
dlaczego ja...
do krtani mej bezmiaru...
duch orła melodii...
dzięki za wszystko ...
dziś dzień...
gdy ciemno i jasno
gdzie wszystkie drogi się łączą...
głowo łaknąca pamięci...
H2O...
i nic więcej...
i wchodząc...
ja wiem...
jest taki dzień...
jest to sposób...
jestem głpi...
Jestem wszędzie
Jestem wszędzie...
jesteś jak...
każdy potrzebuje...
kiedy dekadencja...
kiedy jestem tu sam...
kiedy patrzą...
kogo trzeba uprosić...
kończą się ostatnie chwile...
listek
łatwo zapomnieć o czystości
może jestem zbyt śmiały...
myśl o tej chwili
myśli niesforne
na kolana opadam..
niebo kroplą rzęsistą płacze..
pamiętam jak niegdyś..
piasek w nogi parzy..
piszę wiersz o Tobie..
poetą...
Są chwile
wazówny królestwo
Wiatr łamie nieba sekcje szare
żal za grzechy