Ostrowski Kacper - Historia miłosna
Opowiem wam historię pewnego człeka,
Który na żonę wiecznie czekał.
Wszystko zaczęło się w młodości,
Kiedy jeszcze nie myślał o starości
Był to chłopiec bardzo roztrzepany,
Zawsze miał na spodniach plamy,
Kiedy do szkoły szedł rozbawiony,
Spotkał zalążek swojej przyszłej żony,
Była to dziewczyna tak wspaniała,
Że mama chłopca aż oniemiała,
Wkrótce razem czas spędzali,
Tak świetnie się dogadywali,
Lecz rozstania przyszła pora,
Dziewczyna miała wyjechać do Lutobora,
Więc płakali, że to przyjaźni kres,
Lecz nie wiedzieli, że na pewien okres,
Bo po kilkunastu latach spotykają się znowu,
Już jako dorośli odprowadzają do domów,
Spędzają ze sobą wszystkie chwile,
Jak na drzewie dwa małe gile,
Po takiej rozłące między nimi zaiskrzyło,
Coś przybyło, coś ubyło,
Teraz przed Bogiem wymieniają przysięgi,
Udowadniając miłość potęgi,
Właśnie stali się mężem i żoną,
Splecieni ze sobą złotą koroną,
Spędzą ze sobą resztę swoich dni,
Których jest jak w lesie pni,
Można by tak długo opowiadać,
Lecz końcówkę czas wykładać,
A więc morał z tego taki:
Masz żonę? Nie masz draki.
Który na żonę wiecznie czekał.
Wszystko zaczęło się w młodości,
Kiedy jeszcze nie myślał o starości
Był to chłopiec bardzo roztrzepany,
Zawsze miał na spodniach plamy,
Kiedy do szkoły szedł rozbawiony,
Spotkał zalążek swojej przyszłej żony,
Była to dziewczyna tak wspaniała,
Że mama chłopca aż oniemiała,
Wkrótce razem czas spędzali,
Tak świetnie się dogadywali,
Lecz rozstania przyszła pora,
Dziewczyna miała wyjechać do Lutobora,
Więc płakali, że to przyjaźni kres,
Lecz nie wiedzieli, że na pewien okres,
Bo po kilkunastu latach spotykają się znowu,
Już jako dorośli odprowadzają do domów,
Spędzają ze sobą wszystkie chwile,
Jak na drzewie dwa małe gile,
Po takiej rozłące między nimi zaiskrzyło,
Coś przybyło, coś ubyło,
Teraz przed Bogiem wymieniają przysięgi,
Udowadniając miłość potęgi,
Właśnie stali się mężem i żoną,
Splecieni ze sobą złotą koroną,
Spędzą ze sobą resztę swoich dni,
Których jest jak w lesie pni,
Można by tak długo opowiadać,
Lecz końcówkę czas wykładać,
A więc morał z tego taki:
Masz żonę? Nie masz draki.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
miłość
miłość
Pozostałe wiersze autora:
brakkarbkrabbark
Cała prawda
Dla ciebie (KO)
Dom
Historia miłosna
Kolory życia
Koncert na pięć narządów
Lepszy świat
Miecz
Mój idee fixe
Obóz
Postapokaliptyczna wizja świata dzisiejszego
Poświęcenie (KO)
Przemiana
Przyjaciel (KO)
Refleksja (KO)
Róża (KO)
Zabierz mnie
Zakład numer sześć
Zza okna
brakkarbkrabbark
Cała prawda
Dla ciebie (KO)
Dom
Historia miłosna
Kolory życia
Koncert na pięć narządów
Lepszy świat
Miecz
Mój idee fixe
Obóz
Postapokaliptyczna wizja świata dzisiejszego
Poświęcenie (KO)
Przemiana
Przyjaciel (KO)
Refleksja (KO)
Róża (KO)
Zabierz mnie
Zakład numer sześć
Zza okna