Grenda Dominika - Gdy puchowe skrzydła...
Gdy puchowe skrzydła urosły mi u dłoni
Myślałam, ze to już na wieki
A jednak zachłystnełam się kłamstwem
Na rozstaju dróg życia
Ból we mnie krzyczał
Darł się ku niebiańskim błękitom
Zawzięcie przygrywającym cierpieniu
Ku mruczącemu coś zachodowi słońca
Łzy tonęły jedna w drugiej
Tworząc niepowtarzalny rytm sentymentu
Ale to wszystko nie trwało długo
To tylko jeden z tysiąca epizodów życia
Tępa nadzieja kazała mi tańcem iść
W nieznane, obce, zachęcające strony
Oblewając szaloną lekkością dusze
Upita szczęściem znów znajdę niepowołane cudze ręce miłości
I nikt nie zaprzeczy niepowtarzalności miłości
Myślałam, ze to już na wieki
A jednak zachłystnełam się kłamstwem
Na rozstaju dróg życia
Ból we mnie krzyczał
Darł się ku niebiańskim błękitom
Zawzięcie przygrywającym cierpieniu
Ku mruczącemu coś zachodowi słońca
Łzy tonęły jedna w drugiej
Tworząc niepowtarzalny rytm sentymentu
Ale to wszystko nie trwało długo
To tylko jeden z tysiąca epizodów życia
Tępa nadzieja kazała mi tańcem iść
W nieznane, obce, zachęcające strony
Oblewając szaloną lekkością dusze
Upita szczęściem znów znajdę niepowołane cudze ręce miłości
I nikt nie zaprzeczy niepowtarzalności miłości
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
miłość
miłość
Pozostałe wiersze autora:
a
Ambicja
Dziecko złości
Gdy puchowe skrzydła...
Oda do pijaństwa
Słowo do Giovanniego Di Bernardone
a
Ambicja
Dziecko złości
Gdy puchowe skrzydła...
Oda do pijaństwa
Słowo do Giovanniego Di Bernardone