Ciechowicz Piotr - Do ukochanej, do Ciebie
Znów boli mnie głowa.
Męczą wszystkie myśli.
Wkurwiony siedzę przed ekranem
I piszę Ciebie, mój wierszu.
Szkoda, że serca nie załatasz,
Naprawdę szkoda...
Nie wypełnisz mi pustki i złości
Nie zaniechasz.
Bo Ty mnie ranisz, choć o tym nie wiesz.
Słowami i gestami wszystkimi.
Tym lekceważącym wzrokiem,
Kurwą na twych ustach
I powabem chaosu.
Wiersz,
Jeden dłuższy, drugi krótszy.
Marny ze mnie poeta...
Skradać bym się chciał pod nogi twoje
I dotykać ich, całować bym pragął.
Ponad wersy się wzbijać
I słowami bombardować kolejne
Kartki.
Z wrażenia upadłem sam
Przed tobą, na monitorze.
Nic nie zrobiłem,
Nic nie straciłem.
Pozostała plama na honorze,
Bez odpowiedzi i bez znaczenia.
Tylko na dziś, tylko na ten wiersz.
A dziś jest wieczność. Romantycznie.
Kochana moja, uwielbiam Cię
Pieścić wieczorami i dniami.
Dopisywać nowe zwroty, zmieniać
niepewnie tytuły.
Ale nic z tego,
Bo bez żadnej reguły głaszczę
I tak naprawdę doprawiam tylko zieloną truciznę.
Bo marny ze mnie był kochanek.
A jako poeta chciałbym,
Byś dziś znowu była dla mnie kobietą
I pocieszyła, utuliła, bym
Mógł spokojnie zasnąć, chociaż dziś.
A dziś jest wieczność
Dla marnych.
Męczą wszystkie myśli.
Wkurwiony siedzę przed ekranem
I piszę Ciebie, mój wierszu.
Szkoda, że serca nie załatasz,
Naprawdę szkoda...
Nie wypełnisz mi pustki i złości
Nie zaniechasz.
Bo Ty mnie ranisz, choć o tym nie wiesz.
Słowami i gestami wszystkimi.
Tym lekceważącym wzrokiem,
Kurwą na twych ustach
I powabem chaosu.
Wiersz,
Jeden dłuższy, drugi krótszy.
Marny ze mnie poeta...
Skradać bym się chciał pod nogi twoje
I dotykać ich, całować bym pragął.
Ponad wersy się wzbijać
I słowami bombardować kolejne
Kartki.
Z wrażenia upadłem sam
Przed tobą, na monitorze.
Nic nie zrobiłem,
Nic nie straciłem.
Pozostała plama na honorze,
Bez odpowiedzi i bez znaczenia.
Tylko na dziś, tylko na ten wiersz.
A dziś jest wieczność. Romantycznie.
Kochana moja, uwielbiam Cię
Pieścić wieczorami i dniami.
Dopisywać nowe zwroty, zmieniać
niepewnie tytuły.
Ale nic z tego,
Bo bez żadnej reguły głaszczę
I tak naprawdę doprawiam tylko zieloną truciznę.
Bo marny ze mnie był kochanek.
A jako poeta chciałbym,
Byś dziś znowu była dla mnie kobietą
I pocieszyła, utuliła, bym
Mógł spokojnie zasnąć, chociaż dziś.
A dziś jest wieczność
Dla marnych.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
współczesność list
współczesność list