grześlak marcin - czas oczekiwania...
Czas oczekiwania,
Przyjścia Pana windowania.
Dwa i cztery, last miesiąc kończący,
Potok dni płynący.
Roku każdego,
Zawsze niepowtarzalnego,
Zawsze innego,
Wprost proporcjonalnie indywidualnego.
Pobrateńcy, rodzina,
W domu starszyzny - młodzizna.
Pod jednym dachem wspólnie,
W wierze i w miłości obupólnie.
Opodal multimediów najmłodsza brać zasiada, obiadów zajada.
Ciasta, torty, sery ciepłe.
Rarytasy, słodasy, soki ciekłe.
Na niebie ciemnym, granatowym
Pierwszy blask pokazuje się owym.
Dziewiętnasta za minutkę,
Czas najwyższy na dobranockę.
Starszyzna debatuje,
Tematem żadnym się nie krempuje.
W pokoju wigilijnym, długim
Przy stole okrągłym, bogatym.
Na stole suto zastawionym
Tuzin dań aromatem wonnym
Do siebie smakoszy ciągnie,
Do misy sztućców armię ściągnie.
Pod obrusem chochoł leży,
A we kojcach zwierzy gromada wierzy,
Że ze znanej tradycji zgodą
O północy przemówią ludzką mową.
Drzewko zielone w koncie stojące.
Łańcuchy, ozdoby bardzo błyszczące
I ramiona jego aromatem wiodące.
Strawy na stole cudnie pachnące.
Godzina nadciąga rozdawania,
Wszystkich, choć drobnego obdarowania.
Widać Mikołaja Świętego,
Co w kominku szuka czego
Przyjścia Pana windowania.
Dwa i cztery, last miesiąc kończący,
Potok dni płynący.
Roku każdego,
Zawsze niepowtarzalnego,
Zawsze innego,
Wprost proporcjonalnie indywidualnego.
Pobrateńcy, rodzina,
W domu starszyzny - młodzizna.
Pod jednym dachem wspólnie,
W wierze i w miłości obupólnie.
Opodal multimediów najmłodsza brać zasiada, obiadów zajada.
Ciasta, torty, sery ciepłe.
Rarytasy, słodasy, soki ciekłe.
Na niebie ciemnym, granatowym
Pierwszy blask pokazuje się owym.
Dziewiętnasta za minutkę,
Czas najwyższy na dobranockę.
Starszyzna debatuje,
Tematem żadnym się nie krempuje.
W pokoju wigilijnym, długim
Przy stole okrągłym, bogatym.
Na stole suto zastawionym
Tuzin dań aromatem wonnym
Do siebie smakoszy ciągnie,
Do misy sztućców armię ściągnie.
Pod obrusem chochoł leży,
A we kojcach zwierzy gromada wierzy,
Że ze znanej tradycji zgodą
O północy przemówią ludzką mową.
Drzewko zielone w koncie stojące.
Łańcuchy, ozdoby bardzo błyszczące
I ramiona jego aromatem wiodące.
Strawy na stole cudnie pachnące.
Godzina nadciąga rozdawania,
Wszystkich, choć drobnego obdarowania.
Widać Mikołaja Świętego,
Co w kominku szuka czego
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
święta
święta
Pozostałe wiersze autora:
?...
A jak rozpłaczą się wszystkie...
bezszelestnie rozkwitający kwiat...
Biała twarz na nocnym niebie...
Biała twarz na nocnym niebie...
cerdendo viedes...
Chwila, ułamek bezmiaru czasu...
Ciągle gwałcąc swoje skronie...
ciemność
Cienia biała barwa...
Co dzień...
cokolwiek powiedziałem...
cośmy zrobili z tym światem...
czas oczekiwania...
Często sobie zadaję pytania...
Dawno albo niedawno...
dlaczego ja...
do krtani mej bezmiaru...
duch orła melodii...
dzięki za wszystko ...
dziś dzień...
gdy ciemno i jasno
gdzie wszystkie drogi się łączą...
głowo łaknąca pamięci...
H2O...
i nic więcej...
i wchodząc...
ja wiem...
jest taki dzień...
jest to sposób...
jestem głpi...
Jestem wszędzie
Jestem wszędzie...
jesteś jak...
każdy potrzebuje...
kiedy dekadencja...
kiedy jestem tu sam...
kiedy patrzą...
kogo trzeba uprosić...
kończą się ostatnie chwile...
listek
łatwo zapomnieć o czystości
może jestem zbyt śmiały...
myśl o tej chwili
myśli niesforne
na kolana opadam..
niebo kroplą rzęsistą płacze..
pamiętam jak niegdyś..
piasek w nogi parzy..
piszę wiersz o Tobie..
poetą...
Są chwile
wazówny królestwo
Wiatr łamie nieba sekcje szare
żal za grzechy
?...
A jak rozpłaczą się wszystkie...
bezszelestnie rozkwitający kwiat...
Biała twarz na nocnym niebie...
Biała twarz na nocnym niebie...
cerdendo viedes...
Chwila, ułamek bezmiaru czasu...
Ciągle gwałcąc swoje skronie...
ciemność
Cienia biała barwa...
Co dzień...
cokolwiek powiedziałem...
cośmy zrobili z tym światem...
czas oczekiwania...
Często sobie zadaję pytania...
Dawno albo niedawno...
dlaczego ja...
do krtani mej bezmiaru...
duch orła melodii...
dzięki za wszystko ...
dziś dzień...
gdy ciemno i jasno
gdzie wszystkie drogi się łączą...
głowo łaknąca pamięci...
H2O...
i nic więcej...
i wchodząc...
ja wiem...
jest taki dzień...
jest to sposób...
jestem głpi...
Jestem wszędzie
Jestem wszędzie...
jesteś jak...
każdy potrzebuje...
kiedy dekadencja...
kiedy jestem tu sam...
kiedy patrzą...
kogo trzeba uprosić...
kończą się ostatnie chwile...
listek
łatwo zapomnieć o czystości
może jestem zbyt śmiały...
myśl o tej chwili
myśli niesforne
na kolana opadam..
niebo kroplą rzęsistą płacze..
pamiętam jak niegdyś..
piasek w nogi parzy..
piszę wiersz o Tobie..
poetą...
Są chwile
wazówny królestwo
Wiatr łamie nieba sekcje szare
żal za grzechy