wiersze-poezja.info

 

Myszka Olka - bociek i żabka (OM)

Raz rankiem na łące
przygrzewało mocno słońce
wyszedł sobie na spacerek
bocianek zwany Kartofelek

i tak myśli niesłychanie
co by tu zjeść na śniadanie?
bo z twarde kartofelki
włożył więc swe pantofelki

i w poranną rosę wchodzi
i do niego wnet podchodzi
bardzo nieśmiała
żabka mała

już ma chwycić ją w swoje szpony
zaprowadzić ją do żony
ale czeka myśli sobie
co to na to ona powie

taka bardzo mała żabka
a co na to jego matka?
nie wie w końcu co poczynać
czy śniadanie rozpoczynać?

szkoda jemu takiej żabki
i bez ojca i bez matki
taka sobie bieduleńka
taka ona jest maleńka

a przygarne pod swój dach
co mi szkodzi kto ją zna?
niech se boćki powiadają
oni żabki też jadaję

te bezbronne takie małe
będzie mieszkaću mnie stale
mam to w nosie
jam nie prosie

nie wyżuce tej biedaczki
choćby miała obgryzać kaczki
niech se inni radzą sami
ja jej nie zjem na śniadanie
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
żabka żaba ropucha żabcia bocian bociek bocianek i
Pozostałe wiersze autora:
bociek i żabka (OM)
klaun
rodzeństwo
Biuro Rachunkowe Odżywki OLIMP kredyty przez telefon tusze,tonery imprezy plenerowe
poradnik dla webmastera | Lek na chorobę Alzheimera | kominy | gry on line | meble młodzieżowe