Balas Sylwia - Zakazany owoc
Dostałam owoc miłości...
Podarowali mi go...
Rzucając...
Tak mimochodem
Tak jak...
Rzuca się słowa na wiatr...
Pielęgnowałam go...
Kilka wyszeptanych słów,
Uścisków dłoni...
Na powitanie i pożegnanie.
Lecz przyszedł nagle...
Jak w złym śnie
Brutalnie wydarł owoc z mych rąk.
Rozdzielił go na pół,
Ręce mu nie zadrżały!
Swą część wyrzucił.
Leży gdzieś...
W szczerym polu?
Na dnie morza?
U zbocza góry?
Tam gdzie pomknęła wraz z wiatrem.
Taka...
piękna, dojrzała soczysta...
Drugą dał mi..
NIE MOGĘ JEJ PRZEŁKNĄĆ!
Podarowali mi go...
Rzucając...
Tak mimochodem
Tak jak...
Rzuca się słowa na wiatr...
Pielęgnowałam go...
Kilka wyszeptanych słów,
Uścisków dłoni...
Na powitanie i pożegnanie.
Lecz przyszedł nagle...
Jak w złym śnie
Brutalnie wydarł owoc z mych rąk.
Rozdzielił go na pół,
Ręce mu nie zadrżały!
Swą część wyrzucił.
Leży gdzieś...
W szczerym polu?
Na dnie morza?
U zbocza góry?
Tam gdzie pomknęła wraz z wiatrem.
Taka...
piękna, dojrzała soczysta...
Drugą dał mi..
NIE MOGĘ JEJ PRZEŁKNĄĆ!
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
OWOC
OWOC
Pozostałe wiersze autora:
* * * [płomyka blask]
Manifest Mój
powód
To pojzaż sentymentalny 04
Zakazany owoc
* * * [płomyka blask]
Manifest Mój
powód
To pojzaż sentymentalny 04
Zakazany owoc