Jezierski Paweł - XXXX
Wskazówki zegara taktownie wybijają godziny, minuty, sekundy i dni.
Łącząc sięze spadającym łoskotem chwili.
Gdy noc nasza, ciemna jak serca ludzkości o świcie,
Zabłyśnie pochodnią, jasną, palącą żywym dniem,
Oczy swe zwrócę w twą stronę niebacznie
i usta schylę ku wargom twoim.
Sycąc się wszystkim, czym jesteś, byłaś i będziesz,
nie będę juz nigdy płakać i prosić. O nic...
Wystarczy tylko świadomość mej klęski,
a może zwycięstwa. Gorzka to brama.
Do wrót rozkoszy czy mocy piekielnych?
Wszakże i Bóg kocha ludzi.
Czy szczerze? Chyba nie.
To na pewno jest dramat.
Formuła zaklęta w kamieniu już błyszczy podobna do źrenic jarzących się w nocy,
Gdy oczy podnosisz wyżej od serca,
pytam czasami, czyż to nie szczyt szczęścia?
Dotykiem nitek i przędzy kasztanów, nawijam na ucho twe
kilka słów treści, pieszcząc swą duszę miłością i ciepłem...
Twym. Kocham bez końca, kocham bez formy, kocham bez...
nienawiści, która buzowała we mnie kiedyś jak ogień.
Ogień okrzyków i spazmów. Człowieczych.
Nurkując w rzekę twych klejnotów okrągłych,
schylam się po perły, niekoniecznie z macicy,
szlifując je swym poświęceniem, oddaniem i cierpliwością.
Wieszając je na szyi twojej, strzegącej dostępu do serca kluczy.
Pilnując bym nigdy nie upadł za nisko, chwytając się na tym bym strzegł cię zawsze;
Jestem przy tobie, staram się być,
nigdy nie krzywdzić i uszczęśliwiać tak jak potrafię, kruchym miłości dotykiem i pisma palcem....
12.11.2002. g.23.20
Łącząc sięze spadającym łoskotem chwili.
Gdy noc nasza, ciemna jak serca ludzkości o świcie,
Zabłyśnie pochodnią, jasną, palącą żywym dniem,
Oczy swe zwrócę w twą stronę niebacznie
i usta schylę ku wargom twoim.
Sycąc się wszystkim, czym jesteś, byłaś i będziesz,
nie będę juz nigdy płakać i prosić. O nic...
Wystarczy tylko świadomość mej klęski,
a może zwycięstwa. Gorzka to brama.
Do wrót rozkoszy czy mocy piekielnych?
Wszakże i Bóg kocha ludzi.
Czy szczerze? Chyba nie.
To na pewno jest dramat.
Formuła zaklęta w kamieniu już błyszczy podobna do źrenic jarzących się w nocy,
Gdy oczy podnosisz wyżej od serca,
pytam czasami, czyż to nie szczyt szczęścia?
Dotykiem nitek i przędzy kasztanów, nawijam na ucho twe
kilka słów treści, pieszcząc swą duszę miłością i ciepłem...
Twym. Kocham bez końca, kocham bez formy, kocham bez...
nienawiści, która buzowała we mnie kiedyś jak ogień.
Ogień okrzyków i spazmów. Człowieczych.
Nurkując w rzekę twych klejnotów okrągłych,
schylam się po perły, niekoniecznie z macicy,
szlifując je swym poświęceniem, oddaniem i cierpliwością.
Wieszając je na szyi twojej, strzegącej dostępu do serca kluczy.
Pilnując bym nigdy nie upadł za nisko, chwytając się na tym bym strzegł cię zawsze;
Jestem przy tobie, staram się być,
nigdy nie krzywdzić i uszczęśliwiać tak jak potrafię, kruchym miłości dotykiem i pisma palcem....
12.11.2002. g.23.20
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
przemijanie, miłość, smutek, melancholia
przemijanie, miłość, smutek, melancholia
Pozostałe wiersze autora:
Hit the lights again...
Kołysanka
Li?ć czasu
Manifest
Melancholia (PJ)
Rozkosz (PJ)
Sympathy for the devil
XXXX
Hit the lights again...
Kołysanka
Li?ć czasu
Manifest
Melancholia (PJ)
Rozkosz (PJ)
Sympathy for the devil
XXXX