Mańczak Łukasz - Szarość
Jerychońskie trąby u murów snu mego
To wszystko, co słyszę, kiedy dzwoni budzik
I ciemność mych powiek pragnę tylko widzieć
Chowając raz ostatni świadomość w pierzynę
I to nieustanne pieczenie oczu,
Które zresztą powoli mija
Wraz z paralitycznym wyjściem
Na zamarzniętą klatkę schodową
Znika zaś całkowicie w chwili
Gdy zaczynają drętwieć palce
Czekam na notorycznie spóźniający się autobus
W kolorze wyblakłego różu
A kiedy nadjeżdża
Siedzą w nim tylko zombiczne głowy
Zerkające przez zardzewiało-zaśniedziałe okna
Na lodowate, niewiadome szczęście
Wierzę w wygnanie z raju
Wierzę w grzech pierworodny
Wierzę w to najbardziej w zimowe poranki
A teraz chcę tylko, aby był już wieczór
To wszystko, co słyszę, kiedy dzwoni budzik
I ciemność mych powiek pragnę tylko widzieć
Chowając raz ostatni świadomość w pierzynę
I to nieustanne pieczenie oczu,
Które zresztą powoli mija
Wraz z paralitycznym wyjściem
Na zamarzniętą klatkę schodową
Znika zaś całkowicie w chwili
Gdy zaczynają drętwieć palce
Czekam na notorycznie spóźniający się autobus
W kolorze wyblakłego różu
A kiedy nadjeżdża
Siedzą w nim tylko zombiczne głowy
Zerkające przez zardzewiało-zaśniedziałe okna
Na lodowate, niewiadome szczęście
Wierzę w wygnanie z raju
Wierzę w grzech pierworodny
Wierzę w to najbardziej w zimowe poranki
A teraz chcę tylko, aby był już wieczór
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
poranna impresja
poranna impresja
Pozostałe wiersze autora:
Bitwa
Dzień jak każdy
Formalizm
Nocne Kruki
Rada starszego kolegi
Sahara
Szarość
Bitwa
Dzień jak każdy
Formalizm
Nocne Kruki
Rada starszego kolegi
Sahara
Szarość