Szaliński Krzysiek - Sanie
Po puchu białym, co z nieba spadł
Pięknymi snami po brzeg wypełnione
Przez puste miasto mknął złote sanie.
Któż nie chciałby do nich wsiąść,
Wtulić się w derkę utkaną ze snów
Woźnicy krzyknąć „cwałem przed siebie!”
Soplami zła przybrane mijać uliczki
Złotymi saniami przez cieni zaułki
Płozami miażdżąc smutne muldy.
Lecz nie zatrzyma sań stangret mądry
On z kozła inny horyzont ma
Widzi, że chętnych jest cała masa,
Wie, że koń dobry w zaprzęgu sam
Nie uciągnąłby z nimi sań.
Przez puste miasto mknął złote sanie...
--
II.03
Pięknymi snami po brzeg wypełnione
Przez puste miasto mknął złote sanie.
Któż nie chciałby do nich wsiąść,
Wtulić się w derkę utkaną ze snów
Woźnicy krzyknąć „cwałem przed siebie!”
Soplami zła przybrane mijać uliczki
Złotymi saniami przez cieni zaułki
Płozami miażdżąc smutne muldy.
Lecz nie zatrzyma sań stangret mądry
On z kozła inny horyzont ma
Widzi, że chętnych jest cała masa,
Wie, że koń dobry w zaprzęgu sam
Nie uciągnąłby z nimi sań.
Przez puste miasto mknął złote sanie...
--
II.03
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza: