Śniegowski Piotr - Słońce
Skierowawszy wzrok ku niebu oczyma tęsknymi,
Ujrzałem ich nieprzeliczone z dawien mnogości,
Były tak niepodobnymi, pełnymi wrogości,
A niektóre z nich bliskimi, bardziej promiennymi.
Wtem dostrzegłem błysk nad liniami dali ciemnymi,
Wiedziałem, że wkrótce na nieboskłonie zagości,
Ukaże je wszystkie jakże marne w ich nagości,
Potem zblakną i całkiem będą niewidocznymi.
Jednak nie wiedziałem, kiedy miało to nastąpić,
Jak nie wiem: czy, kiedy pogrążę się w mroku nocy?
Lecz nieświadomość ta dodaje jej blask namiętny.
A oczu nie mrużę, przestróg ślepców nie pamiętny,
Gdyż po co mi nadal podziwiać gwiazd złudnej mocy?
Przecież wiem, że nic jej światła nie może zastąpić.
Ujrzałem ich nieprzeliczone z dawien mnogości,
Były tak niepodobnymi, pełnymi wrogości,
A niektóre z nich bliskimi, bardziej promiennymi.
Wtem dostrzegłem błysk nad liniami dali ciemnymi,
Wiedziałem, że wkrótce na nieboskłonie zagości,
Ukaże je wszystkie jakże marne w ich nagości,
Potem zblakną i całkiem będą niewidocznymi.
Jednak nie wiedziałem, kiedy miało to nastąpić,
Jak nie wiem: czy, kiedy pogrążę się w mroku nocy?
Lecz nieświadomość ta dodaje jej blask namiętny.
A oczu nie mrużę, przestróg ślepców nie pamiętny,
Gdyż po co mi nadal podziwiać gwiazd złudnej mocy?
Przecież wiem, że nic jej światła nie może zastąpić.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
słońce, miłość
słońce, miłość