Lauks Wojciech - Pod Jaworem
Pod granatowym nieboskłonem,
Co blaskiem małych gwiazd upstrzony,
Wśród nocy młodzieniec strapiony,
Siadał pod jaworowym drzewem.
Patrząc w górę w zadumie płynąc,
W księgach życia myśli wertował.
I tak mógł przesiadywać, co noc
Bo przez sny, już sam podróżował.
Kradnąc, jak co dzień nieba cząstkę,
Siedząc u korzeni jawora.
Za krzakiem duch przemknął lub zmora-
Budząc zmysły, łamiąc gałązkę.
I skrył się tam, by go nie było,
Cicho tych zjawisk upatrując.
Wtem widmo się pojawiło,
Blaskiem swym młodzieńca szokując.
Nie straszną a piękną dziewicą,
Ten dziwny upiór się okazał.
Skinąwszy głową wdzięk ukazał,
I oczarował go swą licą.
Tak wpatrywał w nią oczyska swe,
I widzieć począł w niej kobietę.
Otarł raz jeszcze, czy to nie sen,
I kobiecy czar, i dźwięki te.
Bo teraz usłyszał piękny śpiew.
I wiedział, że go wzrok nie zawiódł.
Raz wychynął gałązkę odwiódł,
I stanął naprzeciwko wśród drzew.
"Kimżeś, tak sama piękna pani?"
Zapytał ja w niskim ukłonie.
"Nie bój się jesteśmy tu sami"
Byli zaraz przy nieboskłonie.
Już tylko dla nich te istniały,
Gwiazdki z nieba nocą kradzione.
Nie zostało nic powiedzone,
A dusze ich się rozumiały.
Zapadli w sen cichy oboje,
Tuż pod tym drzewem jaworowym.
Otuleni w ramiona swoje,
Zapadli w śnie kolorowym.
Cóż to za urok, nikt nie wiedzia-
Śpiewano tylko kołysanki,
Jak znalazł widmo swej kochanki,
Poeta co pod drzewem siedział!
Co blaskiem małych gwiazd upstrzony,
Wśród nocy młodzieniec strapiony,
Siadał pod jaworowym drzewem.
Patrząc w górę w zadumie płynąc,
W księgach życia myśli wertował.
I tak mógł przesiadywać, co noc
Bo przez sny, już sam podróżował.
Kradnąc, jak co dzień nieba cząstkę,
Siedząc u korzeni jawora.
Za krzakiem duch przemknął lub zmora-
Budząc zmysły, łamiąc gałązkę.
I skrył się tam, by go nie było,
Cicho tych zjawisk upatrując.
Wtem widmo się pojawiło,
Blaskiem swym młodzieńca szokując.
Nie straszną a piękną dziewicą,
Ten dziwny upiór się okazał.
Skinąwszy głową wdzięk ukazał,
I oczarował go swą licą.
Tak wpatrywał w nią oczyska swe,
I widzieć począł w niej kobietę.
Otarł raz jeszcze, czy to nie sen,
I kobiecy czar, i dźwięki te.
Bo teraz usłyszał piękny śpiew.
I wiedział, że go wzrok nie zawiódł.
Raz wychynął gałązkę odwiódł,
I stanął naprzeciwko wśród drzew.
"Kimżeś, tak sama piękna pani?"
Zapytał ja w niskim ukłonie.
"Nie bój się jesteśmy tu sami"
Byli zaraz przy nieboskłonie.
Już tylko dla nich te istniały,
Gwiazdki z nieba nocą kradzione.
Nie zostało nic powiedzone,
A dusze ich się rozumiały.
Zapadli w sen cichy oboje,
Tuż pod tym drzewem jaworowym.
Otuleni w ramiona swoje,
Zapadli w śnie kolorowym.
Cóż to za urok, nikt nie wiedzia-
Śpiewano tylko kołysanki,
Jak znalazł widmo swej kochanki,
Poeta co pod drzewem siedział!
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
jawor, kochanka
jawor, kochanka
Pozostałe wiersze autora:
Markotny limeryk
Niewinny
Ocean rozkoszy
Pod Jaworem
Szydziołek
Ty, ja i morze
Markotny limeryk
Niewinny
Ocean rozkoszy
Pod Jaworem
Szydziołek
Ty, ja i morze