Jurko Jerzy - Nowa Wieś
Nowa Wieś
któregoś roku w zimie
Choć to nie świerki i nie smreki
Nie nad ruczajem - nie potokiem
Drewniany domek niewielki
Przy wejściu konary sosny wysokie
Zmurszałe ściany toczy grzyb od przodu
i okna się nie domykają
na dachu wiszą zęby z lodu
Dwa serca w środku się kochają
Pąsowe niebo ponad stawami
Gdy od przerębla pędzą krowy,
A tam się spotkać z sąsiadami
I wtrącać żarty do rozmowy.
Potem zobaczyć gdzieś za bielą
Stasia konika, już sanie w drodze.
Wnet kaczki podwórek rozweselą,
Od pieca błyski na podłodze.
I dzień ospałej krzątaniny,
Zerkanie w sosny srebrną stronę,
Obok się pójdzie w odwiedziny
Rozgrzewać wieczór samogonem.
Nie chciałaś nigdy wpaść w milczenie
Mróz nie żałuje ni śniegu ni lodu
Jak byś już miała w sercu kamienie
Dla Twoich głosów nie znam już kodu
Nic nie podszepnie mi jarzębina
I sosnie starej już trzeszczą konary
Jak zima odejdzie, tak moja dziewczyna
Pewnie już dla niej jestem za stary.
J.J
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
Nowa Wieś, domek,sosna
Nowa Wieś, domek,sosna