Marciniak Przemek - Narodziny
To był zwykły dzień....
kilka chmur, białych myśli
twarze tuż za horyzontem,
nikły promień białego słońca
popołudniowy dreszcz, gęsia skórka
Trochę słów, papierowych rozdawanych jak ulotka
Już mrok czaił się w źrenicach
Później chwila ciszy....
jakiś szelest....
Błysk taki jak w oku, tylko trochę głębiej
skurcz.... ukłucie....
fala, gorąco, ciepło....
Potem nic.
Coś zostało....?
z każdym dniem więcej
Chce wyjść!
Boję się to chyba miłość.
kilka chmur, białych myśli
twarze tuż za horyzontem,
nikły promień białego słońca
popołudniowy dreszcz, gęsia skórka
Trochę słów, papierowych rozdawanych jak ulotka
Już mrok czaił się w źrenicach
Później chwila ciszy....
jakiś szelest....
Błysk taki jak w oku, tylko trochę głębiej
skurcz.... ukłucie....
fala, gorąco, ciepło....
Potem nic.
Coś zostało....?
z każdym dniem więcej
Chce wyjść!
Boję się to chyba miłość.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
uczucie miłość
uczucie miłość
Pozostałe wiersze autora:
Człowiek zawsze musi
Dziewczyna
Iluzia
Kochasz to wariactwo...
Miłosny telegram
Narodziny
Pytanie o miłość
Sen
Streszczenie
Wolność
Życie z daleka
Człowiek zawsze musi
Dziewczyna
Iluzia
Kochasz to wariactwo...
Miłosny telegram
Narodziny
Pytanie o miłość
Sen
Streszczenie
Wolność
Życie z daleka