Bulzak Justyna - Najnaiwniejsi
Najnaiwniejsi z najnaiwniejszych
Dawno odkryci mali z najmniejsich
Porwane płótno, na płótnie krew
Spogląda kat w lustro podnosząc brew
Mijają się dni stracone jak świat
Zmęczony koń na słońce wystawia zad
Znienacka ucichł śmiech i zmęczenie
Pokryło czernią zieloną ziemię
Wielki, okrutny nieszczepiony pies
Był gdzieś niedawno, lecz teraz tu jest
Szczekając głośno olewa nogawkę
Tętna życia słucha ktoś przez słuchawkę
Nocą po cichu by nie słyszał nikt
Przebiegł kot czarny i za płotem znikł
Siedzi na ganku sędziwa staruszka
Wiatr włosy targa i muska jej usta
Za domem z kart zbudowanym przed chwilą
Rośnie topola, gałęzie się chylą
Proletariatu promień się szerzy
Bieda zagląda i zęby szczerzy
Pośrodku czas stoi i na nim oparty
Starzec i młodzian w rajtuzach podartych
Uciemiężony żółw swą skorupą
Próbując uciec odwraca się d**ą
Spokoju nie ma mysz piszcząca w norze
Jeleń znów zgubił nowe swe poroże
Kto jeszcze nie wiedział, niedługo się dowie
Jak się gotuje przodomózgowie
Gdy rozpocząłeś tych słów penetrację
Ktoś głośno klasną, już słychać owacje
Wzburzyło się morze, rozgniewał się czart
Dmuchną... I zburzył piękny domek z kart
Gdy upadają kosmiczne wielkości
Czyż przegnitej strzechy nam żal upadłej
Albo odległego czasu wyblakłych kości?
Czy też płaczu i nienawiści zajadłej.
Nie mysz ta, co nie zaznała spokoju
Ani odkryte karty ni mięśnie wśród znoju
Ale to tyłomózgowie byt tworzy najodleglejszy
A kto w nim trwa?... NAJNAIWNIEJSI! !
Dawno odkryci mali z najmniejsich
Porwane płótno, na płótnie krew
Spogląda kat w lustro podnosząc brew
Mijają się dni stracone jak świat
Zmęczony koń na słońce wystawia zad
Znienacka ucichł śmiech i zmęczenie
Pokryło czernią zieloną ziemię
Wielki, okrutny nieszczepiony pies
Był gdzieś niedawno, lecz teraz tu jest
Szczekając głośno olewa nogawkę
Tętna życia słucha ktoś przez słuchawkę
Nocą po cichu by nie słyszał nikt
Przebiegł kot czarny i za płotem znikł
Siedzi na ganku sędziwa staruszka
Wiatr włosy targa i muska jej usta
Za domem z kart zbudowanym przed chwilą
Rośnie topola, gałęzie się chylą
Proletariatu promień się szerzy
Bieda zagląda i zęby szczerzy
Pośrodku czas stoi i na nim oparty
Starzec i młodzian w rajtuzach podartych
Uciemiężony żółw swą skorupą
Próbując uciec odwraca się d**ą
Spokoju nie ma mysz piszcząca w norze
Jeleń znów zgubił nowe swe poroże
Kto jeszcze nie wiedział, niedługo się dowie
Jak się gotuje przodomózgowie
Gdy rozpocząłeś tych słów penetrację
Ktoś głośno klasną, już słychać owacje
Wzburzyło się morze, rozgniewał się czart
Dmuchną... I zburzył piękny domek z kart
Gdy upadają kosmiczne wielkości
Czyż przegnitej strzechy nam żal upadłej
Albo odległego czasu wyblakłych kości?
Czy też płaczu i nienawiści zajadłej.
Nie mysz ta, co nie zaznała spokoju
Ani odkryte karty ni mięśnie wśród znoju
Ale to tyłomózgowie byt tworzy najodleglejszy
A kto w nim trwa?... NAJNAIWNIEJSI! !
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza: