Garcarek Łukasz - Moje Słóńca
Całe wieki lat tumany,
szarym kurzem przykrywały
strychu mego rupieciarnię.
To dziecinne szkło kryształu
na komody piedestale,
czy konika na biegunach.
Dotarł wszędzie, umieszczając
zblakłe światło w jasnym domu,
trosk dodając, łez nie skąpiąc.
Lecz ktoś okno przetarł z kurzu,
kalejdoskop chłodnych myśli
zmienił wreszcie w blask pryzmatu.
Teraz tęcza po tych deszczach
łukiem na mym horyzoncie
kolorami się zaznacza.
Rzeka płynie, lecz już nie łez,
obudzone wszystkie drzewa
dzwonkiem białych pól konwali.
Drugą szansę daje słońcu
na wkroczenie w zimne ściany
pomieszczenia bez pomysłów.
By rozświetlić, by rozjaśnić
i ożywić każdy kącik
moich, jescze ciepłych myśli...
szarym kurzem przykrywały
strychu mego rupieciarnię.
To dziecinne szkło kryształu
na komody piedestale,
czy konika na biegunach.
Dotarł wszędzie, umieszczając
zblakłe światło w jasnym domu,
trosk dodając, łez nie skąpiąc.
Lecz ktoś okno przetarł z kurzu,
kalejdoskop chłodnych myśli
zmienił wreszcie w blask pryzmatu.
Teraz tęcza po tych deszczach
łukiem na mym horyzoncie
kolorami się zaznacza.
Rzeka płynie, lecz już nie łez,
obudzone wszystkie drzewa
dzwonkiem białych pól konwali.
Drugą szansę daje słońcu
na wkroczenie w zimne ściany
pomieszczenia bez pomysłów.
By rozświetlić, by rozjaśnić
i ożywić każdy kącik
moich, jescze ciepłych myśli...
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza: