Miłosz Czesław - Moja wierna mowo
Moja wierna mowo,
służyłem tobie.
Co noc stawiałem przed tobą miseczki z kolorami,
żebyś miała i brzozę i konika polnego i gila
zachowanych w mojej pamięci.
Trwało to dużo lat.
Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej.
Myślałem że będziesz także pośredniczką
pomiędzy mną i dobrymi ludźmi,
choćby ich było dwudziestu, dziesięciu,
albo nie urodzili się jeszcze.
Teraz przyznaję się do zwątpienia.
Są chwile kiedy wydaje się że zmarnowałem życie.
Bo ty jesteś mową upodlonych,
mową nierozumnych i nienawidzących
siebie bardziej może niż innych narodów,
mową konfidentów,
mową pomieszanych,
chorych na własną niewinność.
Ale bez ciebie kim jestem.
Tylko szklarzem gdzieś w odległym kraju,
a success, bez lęku i poniżeń.
No tak, kim jestem bez ciebie.
Filozofem takim jak każdy.
Rozumiem, to ma być moje wychowanie:
gloria indywidualności odjęta,
Grzesznikowi z moralitetu
czerwony dywan podścieła Wielki Chwał,
a w tym samym czasie latarnia magiczna
rzuca na płótno obrazy ludzkiej i boskiej udręki.
Moja wierna mowo,
może to jednak ja muszę ciebie ratować.
Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami
jasnymi i czystymi jeżeli to możliwe,
bo w nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno.
służyłem tobie.
Co noc stawiałem przed tobą miseczki z kolorami,
żebyś miała i brzozę i konika polnego i gila
zachowanych w mojej pamięci.
Trwało to dużo lat.
Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej.
Myślałem że będziesz także pośredniczką
pomiędzy mną i dobrymi ludźmi,
choćby ich było dwudziestu, dziesięciu,
albo nie urodzili się jeszcze.
Teraz przyznaję się do zwątpienia.
Są chwile kiedy wydaje się że zmarnowałem życie.
Bo ty jesteś mową upodlonych,
mową nierozumnych i nienawidzących
siebie bardziej może niż innych narodów,
mową konfidentów,
mową pomieszanych,
chorych na własną niewinność.
Ale bez ciebie kim jestem.
Tylko szklarzem gdzieś w odległym kraju,
a success, bez lęku i poniżeń.
No tak, kim jestem bez ciebie.
Filozofem takim jak każdy.
Rozumiem, to ma być moje wychowanie:
gloria indywidualności odjęta,
Grzesznikowi z moralitetu
czerwony dywan podścieła Wielki Chwał,
a w tym samym czasie latarnia magiczna
rzuca na płótno obrazy ludzkiej i boskiej udręki.
Moja wierna mowo,
może to jednak ja muszę ciebie ratować.
Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami
jasnymi i czystymi jeżeli to możliwe,
bo w nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno.
Kategoria:
Poezja polska
Poezja polska
Tagi tego wiersza:
Pozostałe wiersze autora:
Ars poetica?
Campo di Fiori
Dar
Do Laury
Europa
Gucio zaczarowany
Jak powinno być w niebie
Kraina poezji
Który skrzywdziłeś
Miasto
Miłość
Młodość
Moja wierna mowo
Na śmierć Tadeusza Borowskiego
Na śpiew ptaka nad brzegami Potomaku
Notatnik
Oeconomia divina
Piosenka o końcu świata
Piosenka o porcelanie
Poeta
Rozmowa z Jeanne
Sens
Sposób
Stwarzanie świata
Tak mało
Traktat moralny (fragmenty)
W mojej ojczyźnie
W praojcach swoich pogrzebani des nobles insensés
W Warszawie
Walc
Wiersz na koniec stulecia
Zaklęcie
Ars poetica?
Campo di Fiori
Dar
Do Laury
Europa
Gucio zaczarowany
Jak powinno być w niebie
Kraina poezji
Który skrzywdziłeś
Miasto
Miłość
Młodość
Moja wierna mowo
Na śmierć Tadeusza Borowskiego
Na śpiew ptaka nad brzegami Potomaku
Notatnik
Oeconomia divina
Piosenka o końcu świata
Piosenka o porcelanie
Poeta
Rozmowa z Jeanne
Sens
Sposób
Stwarzanie świata
Tak mało
Traktat moralny (fragmenty)
W mojej ojczyźnie
W praojcach swoich pogrzebani des nobles insensés
W Warszawie
Walc
Wiersz na koniec stulecia
Zaklęcie