Kowalczewski Sławomir - Małemu Promyczkowi...
małemu promyczkowi słońca,
dzięki któremu powstały te wiersze
tak trudno jest zrozumieć,
że dziewczyna to odłamek szkła,
tak krucha jak błyszcząca.
aż popłynie po policzku łza...
i moja krew gorąca
znowu kapie z dłoni pokaleczonych
kawałkami ostrego, tęczowego szkła
...................................
pewnej nocy straciłem
wszystko, co było mi drogie
bardzo długo nie żyłem
świata nie widząc za progiem
ciemności, rozświetlonej pełnią
księżyca - ta twarz, tak szydercza
spogląda z góry jak morderca
sprawdzając dokonane dzieło
tak długo bałem się słów wierszy
by nie rzuciły się jak sępy
na moje ciało, bo pierwszy
zostawiłby już tylko strzępy
zawsze, gdy wracam pustymi ulicami
do pustego domu
czy to mróz wyciska z oczu łzy?
czy to mróz sprawia, że zamiast serca
niosę lodowato zimny kawałek metalu?
nigdy nie przypuszczałem, że serce może aż tak
się zmienić i że sprawia to tak wiele bólu
przy każdym kroku
tak pięknie pachną białe kwiaty
ich zapach przenika
przez lodowe pole, które coraz grubszą warstwą
oddziela mnie od rzeczywistości,
które powoli mnie zabija
jeśli tak pachnie śmierć, to z pewnością
przynosi ona ukojenie
nie pamiętam już nawet dotyku dłoni
były ciepłe, czy było to tylko złudzenie?
jeśli spotkam znowu swój promyk słońca
czy po stopieniu lodu jeszcze coś zostanie?
25,26 kwietnia 1994
dzięki któremu powstały te wiersze
tak trudno jest zrozumieć,
że dziewczyna to odłamek szkła,
tak krucha jak błyszcząca.
aż popłynie po policzku łza...
i moja krew gorąca
znowu kapie z dłoni pokaleczonych
kawałkami ostrego, tęczowego szkła
...................................
pewnej nocy straciłem
wszystko, co było mi drogie
bardzo długo nie żyłem
świata nie widząc za progiem
ciemności, rozświetlonej pełnią
księżyca - ta twarz, tak szydercza
spogląda z góry jak morderca
sprawdzając dokonane dzieło
tak długo bałem się słów wierszy
by nie rzuciły się jak sępy
na moje ciało, bo pierwszy
zostawiłby już tylko strzępy
zawsze, gdy wracam pustymi ulicami
do pustego domu
czy to mróz wyciska z oczu łzy?
czy to mróz sprawia, że zamiast serca
niosę lodowato zimny kawałek metalu?
nigdy nie przypuszczałem, że serce może aż tak
się zmienić i że sprawia to tak wiele bólu
przy każdym kroku
tak pięknie pachną białe kwiaty
ich zapach przenika
przez lodowe pole, które coraz grubszą warstwą
oddziela mnie od rzeczywistości,
które powoli mnie zabija
jeśli tak pachnie śmierć, to z pewnością
przynosi ona ukojenie
nie pamiętam już nawet dotyku dłoni
były ciepłe, czy było to tylko złudzenie?
jeśli spotkam znowu swój promyk słońca
czy po stopieniu lodu jeszcze coś zostanie?
25,26 kwietnia 1994
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
rozstanie rozpacz sępy ból krew mróz lód pustka śmierć ukojenie promyczek słońce
rozstanie rozpacz sępy ból krew mróz lód pustka śmierć ukojenie promyczek słońce
Pozostałe wiersze autora:
Małemu Promyczkowi...
Patrząc w gwiazdy...
Tak bardzo...
Teraz żegnaj...
Zagadka...
Małemu Promyczkowi...
Patrząc w gwiazdy...
Tak bardzo...
Teraz żegnaj...
Zagadka...