Grześkowiak Andrzej - Chodź
Chodź
na spacer ze mną obiecany ,
Burząc nogami liści dywan.
Nad głową rosną nam kasztany,
Mamy do siebie wiele pytań
Spoglądam ciepło na Twój biust
i spojrzeń wiele w oczy swoje
Nieśmiały uśmiech w kącie ust
A ja ujmuję włosy Twoje
I wtedy jakoś dziwnie czuję
Serce rozpiera bluzę moją
I może nawet już wariuję
A może tylko jestem sobą
A moja ręka niczym żmija
Pod płaszcz się wdziera koło piersi
Jeszcze muskana wiatrem szyja
I kilka mych ostatnich wierszy
A Tobie w Twe deszczowe włosy
By zapach poczuć , twarz swą wtulę
I zetrę z twarzy krople rosy
Językiem, bo to bardziej czule
Na wargach w których mrok przysiada
Spierzchnięte składam wargi swoje
Dla mnie ta miłość to zagłada
Która zakończy me podboje
na spacer ze mną obiecany ,
Burząc nogami liści dywan.
Nad głową rosną nam kasztany,
Mamy do siebie wiele pytań
Spoglądam ciepło na Twój biust
i spojrzeń wiele w oczy swoje
Nieśmiały uśmiech w kącie ust
A ja ujmuję włosy Twoje
I wtedy jakoś dziwnie czuję
Serce rozpiera bluzę moją
I może nawet już wariuję
A może tylko jestem sobą
A moja ręka niczym żmija
Pod płaszcz się wdziera koło piersi
Jeszcze muskana wiatrem szyja
I kilka mych ostatnich wierszy
A Tobie w Twe deszczowe włosy
By zapach poczuć , twarz swą wtulę
I zetrę z twarzy krople rosy
Językiem, bo to bardziej czule
Na wargach w których mrok przysiada
Spierzchnięte składam wargi swoje
Dla mnie ta miłość to zagłada
Która zakończy me podboje
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza: