Jurko Jerzy - Adrian
Słyszę dźwięk z dala,już idą nad Wisłę,
Idą koledzy,lecz mnie nikt nie pyta.
Już bliżej wody, już plaża odkryta.
Będziemy pływać,nie umię ale też popłynę.
Cieszy się Adrian, gdy w brzegu odkryje,
Ślady na piasku chociaż nie wie czyje.
Razem do wody, szmaragdowej toni,
Wabi kolegów, wabi do pogoni.
Ciężko plusnęło - i powoli tonie,
Rozstąpiły się w około szklane błonie.
Zważył ciężar: dziwnie mu się zdało.
Ruszał się pewnie, serce mu zadrżało.
Może to było słońca błyśnienie,
Nagle odbite o wody przestrzenie.
Patrzył ciągle i wodne obręcze
W mniejsze i węższe ściskały się tęcze.
Jakby ich środkiem kamień przepadł do dna.
Na koniec w środku wyszła bańka wodna.
Perłowe kółko - błysnęło - przepadło,
Znowu zatoka gładka jak zwierciadło.
Jak król motylów za wiosny powrotem,
Na skrzydełkach,jasnych purpurą i złotem,
Duch szmaragdowy znad zatoki,
Wzlatuje do nieba, promyk niebieskooki.
I z ziół na zioła, i z kwiatów na kwiaty
Odciąga od wody kolesi i myli ich czaty.
Wreszcie uleci i niknąc w obłoku,
Zostawia żałość w sercu, i łzy w oku.
Jeden ból,to żądło cierpień w głowie,
Straty dziecka żadna żałość nie wypowie.
Rozpacz nad nim,pod nim noc głucha,
Wkoło żałość - a w pośrodku skrucha
Idą koledzy,lecz mnie nikt nie pyta.
Już bliżej wody, już plaża odkryta.
Będziemy pływać,nie umię ale też popłynę.
Cieszy się Adrian, gdy w brzegu odkryje,
Ślady na piasku chociaż nie wie czyje.
Razem do wody, szmaragdowej toni,
Wabi kolegów, wabi do pogoni.
Ciężko plusnęło - i powoli tonie,
Rozstąpiły się w około szklane błonie.
Zważył ciężar: dziwnie mu się zdało.
Ruszał się pewnie, serce mu zadrżało.
Może to było słońca błyśnienie,
Nagle odbite o wody przestrzenie.
Patrzył ciągle i wodne obręcze
W mniejsze i węższe ściskały się tęcze.
Jakby ich środkiem kamień przepadł do dna.
Na koniec w środku wyszła bańka wodna.
Perłowe kółko - błysnęło - przepadło,
Znowu zatoka gładka jak zwierciadło.
Jak król motylów za wiosny powrotem,
Na skrzydełkach,jasnych purpurą i złotem,
Duch szmaragdowy znad zatoki,
Wzlatuje do nieba, promyk niebieskooki.
I z ziół na zioła, i z kwiatów na kwiaty
Odciąga od wody kolesi i myli ich czaty.
Wreszcie uleci i niknąc w obłoku,
Zostawia żałość w sercu, i łzy w oku.
Jeden ból,to żądło cierpień w głowie,
Straty dziecka żadna żałość nie wypowie.
Rozpacz nad nim,pod nim noc głucha,
Wkoło żałość - a w pośrodku skrucha
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
Chłopiec,woda,wir,i koniec
Chłopiec,woda,wir,i koniec